19.10.09, 21:10

Jacek Hugo-Bader: Dziennikarstwo powinno naprawiać świat

Jacek Hugo-Bader - reporter „Gazety Wyborczej”, autor "Białej gorączki". Gość MediaFM.net opowiada nam niebezpieczeństwach, o pasji do Rosji, o rozmowach w obecności kamer, o bogactwach i dumie Rosjan. Rozmawia Marcin Kwaśny. 

Jacek Hugo-Bader - reporter „Gazety Wyborczej”, autor "Białej gorączki". Gość MediaFM.net opowiada nam niebezpieczeństwach, o pasji do Rosji, o rozmowach w obecności kamer, o bogactwach i dumie Rosjan. Rozmawia Marcin Kwaśny.

Marcin Kwaśny: Pana najnowsza książka, to opowieść o podróży starym łazikiem przez Rosję. Tysiące kilometrów pokonał Pan w zimie, bez żadnej broni. Prawdziwy sport ekstremalny, w którym dużo się ryzykuje. Bał się Pan?

Jacek Hugo – Bader: Zawsze przed tego typu podróżą mam obawy, ale z drugiej strony już na szczęście zdobyłem pewne doświadczenie, które bardzo pomaga. Mogę to porównać trochę do poruszania się po Warszawie, gdzie jak w każdym mieście są różne dzielnice – bardziej i mniej bezpieczne. Ja akurat mieszkam w rewirze, uważanym powszechnie za niezbyt przyjemny, jednak świetnie potrafię wczuć się w jego klimat, bardzo dobrze się w nim czuję i spokojnie mogę się po nim poruszać. Umiem tam chodzić, wtopić się w tło, nie rzucać się w oczy. Tak samo jest z podróżowaniem po Rosji.

M.K.: Doświadczenie pomaga unikać niebezpieczeństw?

J.H.B: Zdecydowanie tak. Po wielu podróżach wiem na przykład, że w Rosji trzeba bardzo ostrożnie postępować z alkoholem. W zasadzie chodzi o to, żeby nie pić z nieznajomymi. Jest to jednak tylko teoria, bo tak się nie da. Gdybym nie pił – a to bardzo by mi odpowiadało, to niczego nie udałoby mi się dowiedzieć, bo zwyczajnie mało kto chciałby ze mną w Rosji porozmawiać. Trzeba mieć „czuja”, instynkt, wiedzieć z kim wolno, a z kim nie, jakich sytuacji unikać. Nie wolno wchodzić do knajpy i przysiadać się do stolików, wdawać w dyskursy z prostytutkami. Nie radziłbym urządzać libacji hotelowych, czy w nich uczestniczyć, choć z tym też są wyjątki. Ja niejednokrotnie w Rosji na takich imprezach byłem, często nawet ze strasznymi, okropnymi typami, ale tylko wtedy, gdy byłem ich gościem, znajdowałem się pod ich ochroną. Dla gospodarzy w Rosji gość to szalenie ważna osoba, która jest nie do tknięcia. Można sobie wtedy pozwolić na odpadnięcie od ściany.

M.K.: Nie trzeba mieć broni, bo w przetrwaniu pomaga instynkt?

J.H.B: Jak najbardziej. Kiedyś zupełnie przypadkowo, jadąc przez Azję Średnią poprosiłem o nocleg w jakiejś budzie. Proszę bardzo, możesz sobie tutaj spać – usłyszałem. Później gospodarze przyszli, mieli ze sobą jakąś wódeczkę i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że moi gospodarze, to miejscowi gangsterzy i znajdujemy się na ich terytorium, w ich sporej dolinie.

M.K.: Był Pan pewnie najbezpieczniejszym człowiekiem w tej dolinie?

J.H.B: Tak, bo byłem ich gościem. Gdybym jednak spotkał ich gdzieś na drodze, to mogliby mnie skroić i złoić. Na szczęście znalazłem się w wymarzonej sytuacji. Oni co prawda nie byli praktykującymi muzułmanami, ale w tej tradycji gość to osoba najważniejsza. Nawet w sposób religijny. W randze społecznej najwyżej jest ojciec, jednak gdy pojawia się gość, to wtedy on jest na piedestale.

M.K.: W „Białej Gorączce” opisuje Pan między innymi ludzi żyjących w niszy – podziemnych raperów, punków. W jaki sposób udaje się Panu do takich osób dotrzeć?

J.H.B: To było piekielnie trudne. Wolałbym znaleźć niedźwiedzia na Syberii, niż zaczynać te poszukiwania od początku. To są ludzie niesamowicie zamknięci. Oni mają swoje strony internetowe, na których zamieszczają zdjęcia na przykład z zakazanych koncertów. Jednak zamazują na nich twarze. Prowadzą między sobą wojny i przez to są chorobliwie ostrożni.  Perspektywa rozmowy z jakimś tam polskim dziennikarzem, była dla nich delikatnie mówiąc mało interesująca. Ciężko zdobyć numery ich telefonów, a nawet jak ta sztuka się uda, to bardzo trudno się do nich dodzwonić. Jeśli nie wiedzą, kto dzwoni, to zwyczajnie nie odbierają. Bardzo cieszyłem się, gdy osoba na której mi zależało w końcu napisała SMS. Bardzo krótkiego: „Kto i co?”. Odpisałem i dostałem wiadomość, żebym zadzwonił jeszcze raz. Tak też zrobiłem, ale strasznie długo musiałem nawijać, żeby go przekonać, że warto się ze mną spotkać i pogadać. Takich spotkań trzeba zorganizować około dwudziestu, żeby później wybrać pięć ciekawych historii. Tak jak mówił Kapuściński – trzeba zebrać 10, żeby wybrać jedną interesującą.

M.K.: Żeby napisać dobrze jedną stronę tekstu, trzeba wcześniej przeczytać sto.

J.H.B.: To prawda, choć przełożenie nie musi być wprost. Taki bilans ma być życiowy – „bo jak mało książek znasz, to się rzuca Ci na twarz”. Pewnie nie chodziło o to, że jak piszesz coś na dany temat, to musisz odpowiednią wielokrotność o tym przeczytać. Można przeczytać „Annę Kareninę”, ale to i tak gdzieś we wnętrzu zostanie. Z czasem bywa tak, że człowiek wgryza się w jakiś temat i siłą rzeczy jest w nim coraz lepszy. Prawdę mówiąc, coraz mniej przed każdym wyjazdem musisz przeczytać, bo pewną pulę masz już za sobą. Ja na ten moment w Polsce nie mam już czego przeczytać. Tu, na miejscu czerpię wyłącznie z rosyjskiego Internetu.

M.K.: Skąd wzięła się w Panu pasja do Rosji?

J.H.B.: Gdzieś tak po drugim, trzecim wyjeździe. Nie potrafię dokładnie powiedzieć. Za specjalistę uznano mnie już po pierwszym… (śmiech)

M.K.: Tytułowa „Biała Gorączka”, to chyba najstraszniejszy rozdział z Pańskiej książki. Spotkał Pan w Rosji wielu ludzi, którzy przez alkohol tracą wszystko. Jak wielkim problemem w tym kraju jest alkoholizm?

J.H.B.: To niestety problem olbrzymi. Ja nie mogę ścierpieć, że w czasach, kiedy ja chodzę po ziemi coś takiego w innej części świata się odbywa – dla mnie to nie do przeżycia. To trochę tak, jakby znalazł się Pan w czasie niemieckiej okupacji w Warszawie i wiedział, że w wydzielonej części miasta systematycznie mordowani są ludzie. Tam to oczywiście trochę inaczej wygląda, bo trudno znaleźć konkretnego winowajcę. Jednak los jest ten sam, efekt niczym się nie różni. W Rosji, czy na Ukrainie dziewczyny mają ogromny problem z zamążpójściem. Podróżując rozmawiam z setkami kobiet, zresztą wolę to niż rozmowy z facetami. W poprzednim życiu byłem chyba kobietą. Tam kobiety mówią, że z każdym mogłyby się ożenić, byle nie był Rosjaninem. Jak dziewczyna ma w klasie piętnastu kolegów i wśród nich jest np. pięciu nie etnicznych Rosjan, to ona woli się zadawać z nimi. One boją się zakochiwać, żeby nie trafić fatalnie. Bo po co im mąż, skoro tatuś pił i stwarzał piekło?

M.K.: Kobiety piją?

J.H.B.: Tak, ale odpowiednio mniej. To przede wszystkim straszliwy problem mężczyzn. Z tego bierze się olbrzymia wypadkowość, niesłychana umieralność. Średnia długość życia mężczyzny, to 57 lat. To aż o około 15 mniej niż w Polsce. Picie w Rosji to problem również dla mnie, bo jak tylko pojawia się jakaś rozmowa, to za nią zawsze idzie wódka. Ja nie jestem szczególnie pijący, choć przez te podróże siłą rzeczy pijam coraz więcej.

M.K.: Gdyby się Pan nie napił, to nikt nie chciałby z Panem rozmawiać?

J.H.B.: Mamy w Polsce takie powiedzenie: „kto nie pije, ten kabluje”. Oni mają identyczne, z tym, że u nas jest to żarcik, a w Rosji mądrość życiowa. Jak jesteś mądrym człowiekiem, to powinieneś pić. Gdybym ja, chcąc coś załatwić odmówił wspólnego spożycia, to uznany zostałbym za wariata czy dziwaka. Nie ma wtedy żadnej rozmowy. Rosjanin siada naburmuszony i możesz zapomnieć o załatwianiu jakichkolwiek interesów.

M.K.: ZSRR zaczęło się rozpadać kilkanaście lat temu. Nazwa kraju, niektóre mechanizmy, częściowo sposób myślenia mieszkańców zmieniły się. Tymczasem Pan w jednym z wywiadów powiedział, że ten kraj będzie się rozpadał jeszcze przez wiele lat i że będzie mógł Pan opisywać to zjawisko do emerytury.

J.H.B.: To jest moja teoria o imperiach w upadku, a szczególnie o tym, którym ja się zajmuje. Uważam, że w Rosji ciągle coś się przewraca. Kolejna kostka domina upada, mimo, że gdzieś tam na początku pewnie ktoś już te pierwsze przewrócone podnosi. Ja podążam do tych miejsc, w których coś upada. Dziennikarz nie jedzie, żeby opisywać ludzi bogatych, szczęśliwych i zdrowych. To byłoby bezsensowne i nudne. Nie jest tak, że my się czepiamy dla samego czepiania się. Piszemy, czy pokazujemy pewne sprawy celowo, bo dziennikarstwo powinno naprawiać świat.

M.K.: Wierzy Pan w to?

J.H.B.: Patrząc na otaczający nas świat często trudno w to uwierzyć. Ja jednak myślę, że dziennikarze powinni chociaż podejmować próby naprawy świata.

M.K.: Co czuje Pan wracając do Polski, po wizycie w krajach byłego Sojuzu?

J.H.B.: Zawsze wracam z wielką ulgą. Podróże najczęściej kończę na Okęciu, bądź na dworcu wschodnim w Warszawie i zawsze wysiadając z samolotu czy pociągu, myślę sobie, że tu u nas jest naprawdę pięknie. Nawet na ślicznym, oczywiście w wielkim cudzysłowie dworcu wschodnim. Jak tu czysto, bezpiecznie, jacy mili ludzie, którzy się uśmiechają. W Rosji tego się praktycznie w ogóle nie spotyka. Jak się uśmiechniesz na ulicy w Rosji do jakiejś dziewczyny, to uzna Cię za zboczeńca, albo faceta, który źle ją ocenił i uznał za prostytutkę.
Rosjanie to strasznie fajni ludzie - ja ich kocham. Jednak żeby porozmawiać czy pożartować w miarę swobodnie, musisz wejść w bliższą relację, zmniejszyć dystans. Dla obcych oni są okropni. Stąd u nich nie da się jeździć samochodami, bo każdy człowiek na ulicy, to zwierzyna łowna. Nie chodzi o to, że nie zwracają uwagi na innych, czy nie zachowują wystarczającej ostrożności. Oni zachowują się tak, jakby chcieli cię zabić. A propos sytuacji drogowych – zwykle podaję taką metaforę, że Rosjanie są właśnie tacy, jacy są na drogach. Podli, podstępni, obrzydliwi. Wszystkich obcych, którymi oczywiście są też ich współobywatele traktują jak wrogów, którzy mogą im coś zabrać, lub chcą ich skrzywdzić.

M.K.: Skąd się to bierze?

J.H.B.: Myślę, że to pamiątka z czasów sowieckich, kiedy każdy był konkurentem do dóbr, które były bardzo reglamentowane. Wiecznie ich brakowało, a to tworzyło sytuacje chorej rywalizacji o bzdurne sprawy. Nie mówię tylko o dobrach materialnych. Dobrem może być przecież kariera, stanowisko, miejsce w egzekutywie partii, w miejscu pracy. Bo tam nigdy nie było tak, jak w Polsce, że do partii ciągnięto siłą. Tam, żeby zostać członkiem partii, co było podstawą udanej kariery, człowiek musiał być zaproszony. W ponad 280 milionowym kraju, jakim było ZSRR było tylko 10 milionów członków partii. Trafiali do niej tylko zaproszeni wybrańcy, którzy wcześniej na ten zaszczyt musieli sobie w odpowiedni sposób zasłużyć. Książeczka partyjna była bardzo deficytowym i pożądanym towarem. To nie był obciach.

M.K.: Tworzył Pan reportaże również dla telewizji. Jak czuł się Pan, rozmawiając ze swoimi bohaterami w towarzystwie kamerzystów, dźwiękowców?

J.H.B.: Okropnie. Warunkiem sukcesu w pracy reportera jest nawiązanie intymnej relacji z rozmówcą. To cholernie ciężkie, kiedy wokół Ciebie i Twojego rozmówcy stoją nagrywający to wszystko faceci. Ja zawsze swoje pogawędki nagrywam, ale na dyktafonie. Nie chcę notować, żeby bohatera nie rozpraszać. Ja muszę patrzeć mu prosto w oczy, być czujnym.

M.K.: Nagrywanie nie blokuje ludzi?

J.H.B.: Nie. Mam dar łatwego, bezpośredniego nawiązywania kontaktów z ludźmi. Przychodząc na rozmowy zwykle przynoszę ze sobą sporo materiałów, notesów, różnych papierów. Dyktafon w całym tym bałaganie gdzieś się gubi i dopiero, kiedy kończąca się kaseta robi pstryk, to mój rozmówca orientuje się, że naszą wymianę zdań rejestruję. Zazwyczaj jest mocno zaskoczony, ja mówię wtedy tylko: „No widzisz, nagrywałem i nic Ci się nie stało. To przecież nic nie boli…(śmiech)”.

M.K..: Planuje Pan w najbliższym czasie stworzyć coś dla telewizji?

J.H.B.: Jeśli chodzi o kolejną przygodę z kamerą, to rzeczywiście niedługo będę tworzył film. Będzie to dokumentalna wersja jednego opowiadania z „Białej Gorączki”. Rozmawiałem z producentem i wiem już, że tym razem będę rzucony na głęboką wodę – dostanę operatora, dźwiękowca i sam będę musiał wszystkim się zająć.

M.K.: Dziesiątki razy był Pan w Rosji, niejednokrotnie w tych samych miejscach. Zdarza się ponownie spotykać ludzi, którzy w przeszłości stawali się bohaterami Pańskich reportaży?

J.H.B.: Prawie w ogóle. Zresztą nie lubię kontynuować, niepotrzebnie ciągnąć, czy co gorsze powtarzać tematów. Jest tyle nie odkrytych rzek, że szkoda czasu na te raz już poznane. Jest tyle nowych rzeczy do zrobienia, mam w głowie tyle pomysłów, że jedynym zmartwieniem mojego życia jest to, że ja tego wszystkiego nie zdążę nigdy zrobić.

M.K.: Polacy chyba najczęściej narzekają na kiepskie drogi i korki. Co natomiast jest największą bolączką Rosjan?

J.H.B.: Drogi i korki…(śmiech) To oczywiście też problem Rosjan, ale najczęściej i najbardziej zwykli mieszkańcy tego kraju narzekają na biedę i niesprawiedliwość społeczną. To ich chyba najbardziej boli. Bo to, że oni nie mają, to normalne – nigdy nie mieli. Dlaczego jednak tamci mają? I to tak dużo. Milioner w pojęciu zachodnioeuropejskim, czy amerykańskim to mały pikuś w porównaniu z jego rosyjskim odpowiednikiem. To ludzie, którzy rzygają forsą, w sposób nieprzyzwoity epatują swoim bogactwem. W kraju, gdzie spotyka się jeszcze tysiące głodnych ludzi. To nie jest co prawda głód w ujęciu afrykańskim, gdzie w porze suszy, bez pomocy zachodu ludzie umierają. W Rosji ludzie są niedojadający, albo jadający strasznie. Wszechobecna telewizja pokazuje natomiast praktycznie tylko tych bogatych. Przez to zwykli mieszkańcy mają fałszywe poczucie, że wszyscy są majętni, a tylko oni biedują. Wielu Rosjanom wydaje się, że w Moskwie żyją tylko bogaci i szczęśliwi ludzie. 
Mają też często poczucie krzywdy, że źle został ich kraj po pierestrojce poukładany. Są niezadowoleni z demokracji, którą często zresztą nazywają „giermokracją”. Giermo po rosyjsku znaczy gówno. Oni pogardzają demokracją, demokratami. Mają zresztą po części rację, bo Rosja to kraj szalenie bogaty, ale z ogromnymi niesprawiedliwościami. Strasznie źle i niesprawiedliwie to wszystko zostało u nich podzielone.

M.K.: Największym marzenie Rosjan to bogactwo?

J.H.B.: Największym marzeniem prawie każdego Rosjanina jest to, żeby się dorobić i żyć w sposób, w jaki żyją bohaterowie telewizyjni. Pytałem kiedyś moją rosyjską koleżankę, która jest specjalistką od ikon, czy są jacyś współcześni rosyjscy święci. Współczesny Bóg. Moja znajoma na to pytanie odpowiedziała śmiechem i stwierdziła, że w Rosji jedynym Bogiem i największą świętością jest pieniądz. Zarobić za wszelką cenę – to największe marzenie. W Rosji powstają olbrzymie, świetnie prosperujące szkoły dla dziewcząt, które nie uczą niczego innego, jak tylko, w jaki sposób zdobyć bogatego męża, jak uwodzić bogaczy. Co zrobić, żeby być ponętną, zgrabną, dobrze ułożoną. Jakich języków się nauczyć, żeby zrobić wrażenie, jak tańczyć, żeby się dobrze prezentować. W jaki sposób się ubrać i jak się ruszać, żeby być seksowną, bo to szalenie ważne. Tam jest tak, że młode Rosjanki i to nie jakieś galerianki, czy dziewczyny wątpliwych obyczajów, lecz studentki, panny z dobrych domów ubierają się w zupełnie inny niż zachodnioeuropejski sposób. Gdyby te dziewczyny przenieść do Warszawy, Paryża, Berlina, czy jakiegokolwiek innego miasta na zachodzie i ustawić je w rzędzie, to wszyscy miejscowi ludzie myśleliby, że to przyjechały dziewczyny lekkich obyczajów. Kiedyś poszedłem rano na uniwersytet w Moskwie i obserwowałem studentki, to one wszystkie miały wieczorowy, strasznie krzyczący makijaż, z brokatem pod oczami.

M.K.: Z czego Rosjanie są najbardziej dumni?

J.H.B.: Mój kolega, Włodek Nowak napisał kiedyś bardzo ciekawy tekst. Zapytał dzieciaki mniej więcej w wieku gimnazjalnym o to, z czego są najbardziej dumne w swoim kraju. Niemiecki chłopak powiedział coś, co mnie powaliło. Mianowicie, że Niemcy gdyby nie historia byłyby rajem na ziemi. Natomiast Rosjanin powiedział, że jest dumny z ogromu swojego kraju, z Bajkału, z tego, że dają gaz i ropę całemu światu. To trochę śmieszne, ale rzeczywiście Rosjanie są najbardziej dumni nie z rzeczy, które stworzyli, czy wypracowali, lecz z tego, co otrzymali od losu.

M.K.: Kochają swoją wielkość?

J.H.B.: O tak… Oni nienawidzą na przykład Gorbaczowa za to, że rozwalił im Związek Radziecki. Za czasów ZSRR ludzie nic tam nie mieli. Byli poniewierani w sposób straszliwy. Nie mieli nic poza jednym – poczuciem dumy. Bo wiedzieli, że są najwięksi, najsilniejsi, że są gigantycznym mocarstwem z największą armię. Jak odbywała się olimpiada, to zdobywali największą liczbę medali. Gorbaczow to poczucie dumy i wielkości im w dużym stopniu odebrał, choć i tak resztki tej dumy w sobie pielęgnują. Dlaczego na przykład tak nie znoszą Gruzinów, czy Estończyków? Bo takie małe gówno, a nam podskakuje. Nam, wielkiemu imperium. No dobra - Niemcy mają prawo fikać, bo są wielcy, Ameryka też, ale Gruzja, Polska? To przecież żałosne. Im nie mieści się w głowach, że czasem jakieś małe, podrzędne kraje nie padają przed nimi na kolana. Dlaczego cały czas wtrącają się do Ukrainy? Bo jest takie przeświadczenie - nawet wśród wojskowych, rządzących, że Rosja bez Ukrainy nigdy nie będzie wielka.

M.K.: Rosjanie rzeczywiście tak bardzo, jak to często pokazuje telewizja lubią Putina, czy tylko boją się inaczej mówić o nim przed kamerami?

J.H.B.: Bardzo go lubią. On nawet nie musi kandydować w wyborach, bo wygrywa je w cuglach. Jest to też spowodowany tym, że kampanie wyborcze wyglądają tam tak, jak wyglądają. Putin ma darmową, państwową reklamę w mediach. To jednak inny temat.

M.K.: Putin dał też chyba Rosjanom z powrotem wiarę w imperium.

J.H.B.: To prawda. Oni cieszą się, że mają takiego przywódcę, którego nie muszą się wstydzić. Bo jest mocny i twardy – jak trzeba będzie, to da w mordę, bo potrafi się bić. I to nie tylko w przenośni, lecz również w sposób dosłowny. Nie jest pijakiem, nie klepie po tyłku sekretarek, nie dyryguje orkiestrą. Nie robi tego, co Jelcyn, a co było dla nich nie do pomyślenia. Kiedy ja im mówię, że czasy Jelcyna były takie, jakich nie mieli nigdy wcześniej, ani później, to się ze mnie śmieją. Oni tego nie rozumieją.

M.K.: Zazwyczaj to Pan pyta, jednak teraz, po opublikowaniu „Białej gorączki” to Pan jest pytanym. Jakie się Pan czuje po drugiej stronie?

J.H.B.: Kiedy jestem odpytywany, często zastanawiam się w jaki sposób to ja zadałbym jakieś pytanie, w którą stronę poprowadziłbym rozmowę. Udzielanie wywiadów jest fajne, jednak zajmuje dużo czasu. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że kto ma pszczoły ten ma miód, czy kto ma dzieci, ten ma smród. Chciałem książkę to mam, a teraz już zaczynam zbierać materiały na kolejną…(śmiech)


Wywiad nieautoryzowany, bo Jacek Hugo-Bader ufa dziennikarzom, z którymi rozmawia. Uważa, że powinno się usunąć z prawa prasowego zapis o autoryzacji.

Komentarze

Powiązane

12.10.17, 13:10
prasa » dodatki do gazet
Zwierciadło z III edycją akcji Niezła Sztuka!
12 października br., ukazało się listopadowe wydanie miesięcznika „Zwierciadło” w specjalnej cenie 6,99 zł. Wydanie można kupić m.in. razem z audiobookiem lub książką lub kalendarzem.
11.10.17, 18:10
prasa » informacje
Viva! 20 lat. Wystawa fotografii z okazji jubileuszu magazynu
Do 30 października 2017 r. w Galerii Plenerowej w Łazienkach Królewskich w Warszawie można oglądać wystawę składającą się z 60 fotografii z sesji publikowanych na łamach magazynu „Viva!”. 
11.10.17, 14:10
prasa » ludzie
Anna Szaluś szefem działu reklamy w Wydawnictwie Zwierciadło
1 października br., Anna Szaluś objęła stanowisko dyrektora działu reklamy wydawnictwa Zwierciadlo.
10.10.17, 14:10
prasa » informacje
Kobiece tytuły i krzyżówki najchętniej kupowane latem w sieci Kolporter
Czasopisma dla pań i krzyżówki to dwie kategorie wydawnictw prasowych, po które najchętniej Polacy sięgali podczas tegorocznych wakacji – wynika z analiz przeprowadzonych przez Kolportera. 
10.10.17, 14:10
prasa » dodatki do gazet
Twój STYL z kalendarzykiem i przewodnikiem po zabiegach medycyny estetycznej
Do listopadowego wydania miesięcznika "Twój Styl" zostanie dołączony kalendarzyk oraz przewodnik po zabiegach medycyny estetycznej. 
10.10.17, 12:10
prasa » wywiady
Daria Pawlewska i Oliwia Gede-Niewiadomska: Dzięki pasji KUKBUK to pismo autentyczne. W tym tkwi nasza siła
Rozmowa z Darią Pawlewską – wydawczynią i redaktorka naczelna magazynu kulturalno- kulinarnego „KUKBUK” oraz Oliwią Gede-Niewiadomską, dyrektor artystyczną na temat specjalnego wydania magazynu "KUKBUK Dzieciaki".
10.10.17, 11:10
prasa » ludzie
Joanna Derda zastępcą redaktor naczelnej Zwierciadła
Joanna Derda, dotychczasowa sekretarz redakcji „Urody Życia” od listopada br. będzie zastępcą redaktor naczelnej miesięcznika „Zwierciadło”. 
09.10.17, 18:10
prasa » dodatki do gazet
Kurs języka angielskiego online z Gazetą Wyborczą
 10 października br. z „Gazetą Wyborczą” będzie można kupić voucher na trzymiesięczny kurs angielskiego online firmy eTutor.
09.10.17, 09:10
prasa » ludzie
Joanna Nojszewska zastępcą redaktora naczelnego magazynu Twój STYL
Nowym zastępcą Jacka Szmidta, redaktora naczelnego magazynu "Twój STYL", jest , od 1 września br., Joanna Nojszewska, dotychczasowy szef działu kultury.
08.10.17, 11:10
prasa » informacje
Metamorfoza pomieszczenia do wygrania w Czterech Kątach
W listopadowym wydaniu miesięcznika „Cztery Kąty”, redakcja ogłosiła konkurs, w którym do wygrania jest metamorfoza pomieszczenia w domu lub mieszkaniu. Pula nagród to ponad 30 tys. zł. 
Nasze usługi
Transmisje video: http://nadaje.com/live/
Serwery shoutcast: http://nadaje.com/radio-hosting/
Panel radiowy: http://nadaje.com/myradio/
Subskrybuj RSS działu prasa: rss
Konkursy
do 18.11.17

Do zdobycia jednen egzemplarz książki „Ucieczka znad rozlewiska”.

do 17.11.17

Do zdobycia jeden egzemplarz książki „Szczęście na widelcu. Powieść w pięciu daniach”.

do 16.11.17

Do zdobycia jeden egzemplarz książki „Czynnik miłości”.

Kalendarium
Dziś jest 18 października 2017
Polecamy
Konferencje

Zapraszamy do współpracy. Cena dodania do katologu od 99 PLN netto.

18-20.10.2017 r., Warszawa.

Http://www.Autodoc.PL